wtorek, 23 maja 2017

Czekamy

My, dziewczyny przed 30. - czekamy. Czekamy, aż coś się wydarzy.

Zapowiadało się niewinnie - koniec studiów, pierwsze staże zawodowe i start w tak zwane 'poważne, dorosłe życie'. Ktoś się na pewno pojawi.

Niektóre z nas miały już kogoś, ale nie wyszło, inne są same od liceum. Każda z nas myślała, że z pierwszą pracą przyjdą nowe znajomości, jakaś miłość.

Mijają pierwsze miesiące pracy i owszem, poznajesz ludzi, ale z nikim nie iskrzy. Inne z nas kogoś sobie w pracy znajdują, robią wspólne obiadki, widzą się ze swoją miłością codziennie w biurze i poza nim, aż w końcu pojawia się przesyt i znajomości się kończą. Inne trafiają w typowo babskie, matczyne środowisko, gdzie mężczyzn brak, a jeśli jacyś są to żonaci. Inne zaś pracują w otoczeniu wielu wolnych mężczyzn
, tyle, że żaden po bliższym poznaniu nie nadaje się do niczego – prosisz kolegę o przykręcenie szafki w mieszkaniu, ale on nie może, bo ma squasha albo inne singielskie zajęcie. 

Więc usychamy. Rok, dwa… Próbujemy  na Tinderze. Może tym razem się uda? W końcu inni ludzie też bywają samotni i szukają kontaktu. Po kilku spotkaniach z chłopcami orientujesz się, że żaden z nich nie chce tak na prawdę mieć poważnej dziewczyny. W większości chodzi im o jedno. Albo trafia Ci się złota rybka i zakochujecie się, ale to rzadkie.

Najgorsze jest takie czekanie. Bo mimo wszystko, będąc na co dzień silną, niezależną kobietą, czekamy na miłość. Czekamy na namiętność. Czekamy na bliskość. I najbardziej dobija to, że czekanie wydaje się nie mieć końca. Może dziś kogoś spotkam? Może na tej imprezie u znajomego znajdę swojego człowieka? I tak w kółko przez długie miesiące.

Po paru latach tułania się i bezowocnej nadziei, my – dziewczyny przed 30 – buntujemy się wobec myśli, że nikt na nas nie czeka. Że miłość jak z filmów nie istnieje. Że zostałyśmy stworzone do samotności. 

Buntujemy się, ale czy ma to sens?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz