sobota, 22 kwietnia 2017

Upierdliwe

Ból.

Temat, z którym zmagam się jakies 1,5 roku.

Nie miałam zamiaru o tym napisać. Jest wiele tematów, których nie poruszam, bo są bardzo osobiste... Z drugiej strony słuchając podcastów czy oglądając vlogi bardzo lubię słuchać historii ludzkich, nie tylko tych słodkich i przyjemnych, bo to właśnie z nich czerpię wiedzę i dużo otuchy. Wiedząc, że ktoś zmaga się z czymś tak samo jak ja, jakoś mi tak lżej.

Postanowiłam więc, że napiszę o moim bólu.



Nie przedstawiając za dużo niepotrzebnych szczegółów powiem Wam, że mam zniszczony jeden ze stawów. Nie mogę już biegać czy tańczyć, chodzenie dłuższych dystansów sprawia mi ból. Nie wybiorę się już na długą wycieczkę pieszą, łażenie po górach jest już poza moim zasięgiem. Generalnie czuję się trochę emerycko i nie jest to bycie niemieckim emerytem. Naprawdę wiem, co to jest ból dupy (this is the fun fact) i żadne maści nie pomagają.

Czasem boli tylko trochę, czasem po prostu napierdala. Jednego dnia jest lepiej, drugiego budzę się w nocy. Kiedyś była zasada, że jak przesadziłam z dystansem czy intensywnością to bolało, teraz w sumie zasad już nie ma. Popsuło się i się nie odpopsuje i daje o sobie znać.

Mogę powiedzieć, że całkiem dobrze sobie z tym radzę, nie narzekam co chwila, a jak narzekam, to nie płaczę już, że coś mi nie działa. Oswoiłam się z myślą o ograniczeniach i staram się tylko teraz popchnąć sprawy, by mądrzejsi ode mnie mi coś naprawili. Kupiłam sobie rower, który umożliwia mi wiele. Można powiedzieć, że dał mi wolność i darzę go przez to bardzo ciepłymi uczuciami, mój kochany... Właściwie rower to materiał na osobny post. :)

Generalnie nie jest łatwo. Czasem wydaje mi się, że to już część mojego życia i tak będzie do końca... Brakuje nieraz światełka. Z drugiej strony nadzieja jest i niepotrzebnie zakopuję się w czarnych myślach. Tak w ogóle to nieraz mój stan nie robi na mnie wrażenia a mówię komuś o tym tylko po to by jakoś sobie psychicznie ulżyć, dostać głaski, co w sumie jest bezsensowne. Choć może właśnie w tym jest terapeutyczna moc? Tak jak w tym, że się z Wami tym dzielę?

Nie tracę nadziei, że kiedyś będę mogła zapomnieć o ograniczeniach. Że bez problemu będę mogła sobie pójść na dłuuugi spacer i zagłębić się w rozmyślaniach o niebieskich migdałach, a noga będzie ok. Że właściwie będę mogła mieć ją gdzieś i zająć się czymś ciekawszym.

Przesyłam Wam tonę otuchy i ciepła!

Bessos,
Ania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz