sobota, 14 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016 - część 1 - pielęgnacja i makijaż

Cześć kochani!

Kraków wita dziś mieszkańców i turystów nieśmiałym słońcem. Jest styczniowy, zimowy poranek. Poziom substancji szkodliwych w powietrzu przekroczył ostatnio 800% normy. Nic dziwnego, że słońce nie może przebić się przez to gówno. Chciałabym gdzieś wyjść, ale to niebezpieczne dla mojego zdrowia. Oglądałam nieraz filmy katastroficzne, gdzie bohaterzy mieszkali na terenach zagrożonych katastrofą ekologiczną i zastanawiałam się dlaczego oni stamtąd nie uciekają. Teraz wiem, że to nie takie proste zostawić wszystko - mieszkanie, miejsca, ludzi i uciekać od chorób. Tak, ucieka się od zagrożenia ale tym samym skazuje się człowiek na samotność i właśnie tego się boję. Więc nasiąkam tutaj dymem i czekam na miłość.

Ok, wstęp jest strasznie pesymistyczny, ale to odzwierciedlenie moich emocji z ostatnich kilku miesięcy. Chodzę w masce, staram się nie spacerować na zewnątrz, bo to zwyczajnie nieprzyjemne wracać do domu i śmierdzieć. Jakbym pływała w beczce z popiołem. Okropieństwo, być oblepionym smogiem...

Na szczęście rok 2016 był nie tylko rokiem gówna w powietrzu. Dla mnie był to rok ogromnego kroku w stronę muzyki. Obiecałam sobie nie pisać tego podsumowania przed ostatnim występem z Dingo, dlatego dziś zacznę od mniejszych, ale równie przyjemnych rzeczy, które w minionym roku były dla mnie małymi i większymi odkryciami.

Koreańska pielęgnacja


Zaczęło się od książki  - Charlotte Cho dała mi do myślenia. Jako nastolatka nigdy nie miałam problemu z cerą. Problem pojawił się znacznie później, po 24 roku życia... miałam krosty, które później zostawiały po sobie brzydkie, brązowe blizny i nie wiedziałam jak z tym walczyć. Po tą książkę sięgnęłam przypadkiem, nie szukałam żadnego złotego środka na moje problemy, bo sądziłam, że to może jakieś hormony. Wszystko inne - maści i kremy nie dawały rezultatu więc trochę odpuściłam i godziłam się na mój stan, aż tu nagle... odkryłam koreańską pielęgnację. W sumie to żadna eureka i skomplikowane historie, tylko złota zasada pielęgnacji każdego rodzaju cery czyli oczyszczanie i nawilżanie.

Zaczęłam więc od uzbrojenia się w kosmetyki do pielęgnacji - myjącego olejku do twarzy, peelingu enzymatycznego, toniku, kremu nawilżającego na twarzy i pod oczy oraz masek w płachcie. Takie zakupy to mniej więcej 100 zł do wydania na raz pod warunkiem, że znajdzie się dobre rodzime produkty (Bielenda, Ziaja) oraz konkretne miejsca, w których można dostać to całkiem tanio (SuperPharm i drogeria Pigment oraz Natura). Majątek to nie jest, a efekty widać już po tygodniu stosowania.

Od tej pory mam kilka swoich kosmetycznych faworytów:

1. Olejek myjący z Bielendy - teraz używam różanego, ale miałam także arganowy w różnych wydaniach - podstawowy, uszlachetniony z pro retinolem oraz z kwasem hialuronowym. Używam ich od kwietnia i już nie umiem sobie wyobrazić mycia twarzy czym innym. Super radzi sobie z makijażem (z wyjątkiem tuszu do rzęs), nie zostawia skóry ściągniętej i piekącej, super pachnie i się rozprowadza.

2. Tonik różany z Evree z atomizerem (uwielbiam atomizery i pompki) - mam już 6 buteleczkę, bo psikam się codziennie rano i wieczorem po 3 - 4 psiknięcia i na razie nie mogę znaleźć lepszego. Dodatkowo super jest to, że nie muszę używać wacika, by go nałożyć - nie traci się go po drodze, wszystko co dobre trafia na buzię. Co najlepsze, jak trafi się na fajna promkę w Superpharmie to można go dostać za 7 zł bez grosza, czyli o połowę taniej.

3. Peeling enzymatyczny SOPOT SPA z ZIAJI - mam drugą tubkę i zdecydowanie go polecam, bo kilkanaście minut po nałożeniu czuć pod palcami grudki złuszczonego starego naskórka, a buzia jest gładsza i jakby bielsza to skończeniu? To dobra rzecz, jeśli macie problemy z bliznami po krostach.

4. Kremy nawilżające z ZIAJI - jest ich spory wybór, ich ceny wahają się od ok. 8.00 zł w górę (ale szczerze mówiąc nie widziałam żadnego, który byłby droższy niż 25 zł) a są naprawdę rewelacyjne - super pachną, koją i odżywiają. Polska firma, dobra cena i super jakość - czego chcieć więcej?
Dodatkowo wydaje mi się, że każdy z nich posiada również swoje rozwinięcie tematyczne, bo kosmetyki produkowane są jako całe linie - krem nawilżający, krem pod oczy, peeling, balsam do ciała oraz żel pod prysznic. Moje ulubione to Kozie Mleko (przypomina mi trochę zapachem dzieciństwo, nie wiem dlaczego), SOPOT SPA z solanką sopocką (bardzo orzeźwiający zapach) oraz CUPUACO (czyta się 'kupuaso' i mając żel pod prysznic z tej linii miałam problem, żeby określić jego zapach, ale teraz zakupiłam krem do twarzy i wszystko stało się jasne - przecież to KARMEL! Cudownie nałożyć sobie na twarz coś, co chętnie by się zjadło, szczególnie rano.)

Ponadto, stosuję maski w płachcie. Człowiek wygląda jak Hannibal w swoim więziennym kagańcu, ale czego się nie robi dla piękności. Są naprawdę super, szczególnie jak skóra wciągnie całą esencję i zdejmuje się maskę już prawie suchą z twarzy... Mmm, super sprawa, polecam!

Tak Wam opisuję czego używam itp., a możecie nie wiedzieć generalnie jakie jest sedno sprawy ze skórą. Skóra mianowicie to największy organ naszego ciała i ma taką a nie inną budowę i obsługę - składa się z warstw - trzeba ją więc oczyszczać (złuszczać ze starego, zużytego naskórka i myć odpowiednimi środkami) oraz nawilżać. Im więcej nawilżenia jej dacie, tym bardziej będzie lśnić takim jakby wewnętrznym blaskiem - i tutaj nie łapię tanich haseł reklamowych, to najprawdziwsza prawda. Kojarzycie Koreanki? Mamy przeświadczenie, że ich młody wygląd spowodowany jest ich rysami twarzy (ok, ja tak sobie upraszczałam), a okazuje się, że Koreańczycy przywiązują bardzo dużą uwagę do pielęgnacji. Mają swoje łaźnie, gdzie systemy saun najpierw pozwalają, żeby organizm wyrzucił na zewnatrz wszystko co złe, a potem idą do takiego specjalnego pomiesczenia z nagą (wszyscy sa tam nadzy) starą Koreanką, która jeździ im po skórze szorstką rękawicą i  dosłownie obiera ich z martwego naskórka. To brzmi trochę fuj, ale sądzę, że musi być strasznie przyjemne jak już się to przetrwa. Stara skóra jest szorstka, pomarszczona, jakby wymagała prasowania i natłuszczenia, a dobrze oczyszczona i odżywiona - lśni. Ot, cała filozofia.

Tutaj puszek z Donegala do nakładania pudru oraz maszynka
Brauer FC 76 z trzema wymiennymi końcówkami do mikrodermoabrazji.
Następną rzeczą, którą zafundowałam sobie w kwestii pielęgnacji to szorstka myjka do ciała oraz maszynka do domowej mikrodermoabrazji. Myjka (na zdjęciu akurat jej nie ma) jak i maszynka jest w użyciu mniej więcej co 3-4 dni, natomiast nie jest to robione w tym samym czasie. Ważne jest, by jednak nie przesadzić z peelingowaniem, bo można sobie zaszkodzić, tym bardziej, że maszynka do dermoabrazji jest dosyć inwazyjnym urządzeniem. I tak - myjkę stosuję na całe ciało prócz twarzy a maszynkę tylko na wybrane partie - rozstępy, blizny po krostach oraz buzię. Mówiłam, że jestem freakiem jeśli chodzi o dłubanie i przykładowo golenie swetrów? No więc przeprowadzanie mikrodermoabrazji w domu to jest dla mnie kolejny fetysz. Po prostu lubię widzieć, jak coś znika z mojej skóry... A uczucie gładkości po zabiegu powala! Poza tym w taką złuszczoną skórę lepiej i szybciej wnikają substancje aktywne z kremów i toniku. Sama radość :)

Kanały Youtube o pielęgnacji i nie tylko, które śledzę:

 


Na Youtube jest wiele makijażowych kanałów, ale bardzo mało traktujących tylko i wyłącznie o pielęgnacji. Wyżej wklejam Wam trzy, które były mi pomocne ostatnimi czasy. Dziewczyny mają wiele fajnych filmików i polecam Wam pobuszować ich kanałach, tyle rzeczy do odkrycia!

Makijaż


Odkąd oglądam Red Lipstick Monster wreszcie wiem, jak nakładać makijaż. Wcześniej nie googlowałam sposobu, w jaki powinno się nakładać podkład, korektor czy cienie, robiłam to na czuja, jak wszystko zresztą w życiu. Teraz zaczynam doceniać zalety pędzli i gąbeczek do makijażu, jak i moich własnych paluszków. Zaczęłam też używać kilku rzeczy, które do tej pory uważałam za jakąś ściemę - krem BB (jasne, krem z pigmentem, i to ma mi odżywić skórę?), puder transparentny, najlepiej ryżowy i rozświetlacz. Oczywiście wszystko to kupione bardzo tanio i z super przełożeniem na jakość.

Moi makijażowi faworyci:
1. Puder ryżowy z Miyo - tanio i dobrze, tak mogłabym w dwóch słowach określić ten produkt. W sieci znalazłam cenę 16.99 zł bez przesyłki za słoiczek 12 g i trochę mnie to zdziwiło, bo ja stacjonarnie kupiłam go za niecałe 11 zł, ale to było w małej mieścinie, gdzie mamy drogerię, gdzie jest WSZYSTKO.

2. Rozświetlacz z WIBO - Diamond Illuminator - złoty odcień, bardzo ładnie się mieni i jest sprasowany, wiec łatwo go sobie dozować. Dla mnie rewelka. Cena ok 10 zł w Rossmanie.

3. Lovely - Brows Gel Creator czyli tusz do brwi ze szczoteczką - nigdy nie przykładałam specjalnej uwagi do brwi, bo moje naturalnie są gęste i ciemne, ale czasem na imprezę lubię sobie je jeszcze dodatkowo podkreślić i wypełnić. Fajne też jest to, że po utrwaleniu zostają na swoim miejscu i nie mam problemu, że mi się 'krzaczą'. Kto ma gęste, ciemne brwi zapewne kojarzy o co mi chodzi. Niestety nie mogę znaleźć nigdzie dokładnej ceny, ale wydaje mi się, że nie przekraczała 12 zł.

4. Mystik Eye Pencil w kolorze cielistym - zakupiony w drogerii Kontigo za niewielkie pieniądze (nie pamiętam, jakieś 15 zł?) to fajna alternatywa dla białej kredki na linię wodną powieki. Nigdy nie stosowałam czegoś podobnego, bo kojarzyło mi się to z latami nastoletnimi, gdzie dziewczyny malowały sobie na biało tą linię wodną oka i obrysowywały to czarną kredką... same rozumiecie, słabo to wyglądało. Ale przy fajnym smookie eye i pomalowanych rzęsach taka cielista kredka pozwala na optyczne powiększenie oka i bardzo mi się ten efekt podoba.

5. Podkład AA Lumi 101 Ivory - akurat w drogerii była na niego promocja i kupiłam go 'na próbę' za 15 zł. Tubki 30 ml używam już 2 miesiące i zostało mi jeszcze połowę, ale muszę zastrzec, że nie używam go codziennie. Ma dosyć dobre krycie i jasny odcień, więc nie chce przyzwyczajać otoczenia, że codziennie jestem tak piękna i bez moich naturalnych cieni pod oczami, więc używam go na wyjścia i specjalne okazje w pracy.


Tak, to w skrócie mój 2016 rok w pielęgnacji i makijażu.

Całkiem fajnie się jest mieć codzienne rytuały piękności i przykładać uwagę do tego, co się stosuje na skórę. Jedyną rzeczą do zapamiętania jest to by nie popadać w paranoję i nie rzucać się na każdą nowość w drogerii. Można łatwo się spłukać idąc za każdą blogerką i jej poleceniem, więc zalecam umiar i balans. Ja mam swoich faworytów i w 2017 zamierzam się ich trzymać i nie zmieniać wiele, by nie przeistoczyć się w damski konsumpcyjny kombajn.

Keep it simple, sister!

Bessos,
A.














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz