niedziela, 2 października 2016

Jak zostać Zombie i być szczęśliwym

Następny miesiąc zapowiada się intensywnie. W sumie powinnam powiedzieć, że ostatnie pół roku było bardzo intensywne, a gdybym jeszcze włączała w ten czas szkołę, to właściwie ostatni rok był intensywny.
Nie chciałam robić podsumowania przed Musicalem, ale zrobię, muszę to wyrzucić z siebie.
Musical. Spełnienie moich marzeń. Świetna inicjatywa charytatywna. Doświadczenie, jakiego nie mogłabym zdobyć nigdzie indziej...

To niespodziewana, ile można zyskać i ile odpuścić przez taki projekt. Od marca przygotowujemy się do występów, spotykamy by uczyć się piosenek i grać sceny. Jest nas sporo w tym roku i czasem ciężko to wszystko ogarnąć. Próby zajmowały mi i zajmują większość mojego wolnego czasu. Pochłaniają mega wiele energii i czasami czuję się totalnie z niej wyssana. Taki długotrwały wysiłek niesie ze sobą również wiele emocjonalnego 'zużycia'. Zmęczenie, poznawanie wielu ludzi, zmaganie się ze swoimi ambicjami i niewielkimi jeszcze umiejętnościami kosztowało mnie sporo. Dało mi też nieporównywalnie wiele. Nie wiem, co bym wybrała wiedząc, że to wszystko potoczy się w ten sposób. Jestem na granicy. Myślę, że w pewnym momencie dojdzie do mnie, jak relacje z ludźmi mi się posypały i to chyba z mojej winy. Ale w tym przypadku to raczej kwestia odcieni szarości niż czarno-białej prawdy na ten temat. 

Długotrwałe zmęczenie... Czasem nie umiem złapać równowagi. Drażnią mnie ludzie i ich problemy. Uciekam od wszystkiego co wiąże się z emocjonalnym zaangażowaniem. Wydaje mi się, że to kwestia kombinacji mojego charakteru i niezbyt zwyczajnych okoliczności, w jakich przystało mi żyć ostatnio. Próbujesz dać z siebie wszystko, by publiczność była zadowolona, by uniknąć też poczucia wielkiej żenady z wpadki na scenie. By show było warte ich czasu. By zebrać pieniądze na dany cel. Poświęcamy wiele godzin, by być w danym miejscu i czasie, dokładamy starań by nauczyć się wszystkiego jak trzeba i stworzyć coś fajnego. Zmęczenie nie raz sięga zenitu i miewam ochotę zwymiotować, kiedy kładę się do łóżka po powrocie o 22.00 z próby. Czasu starcza tylko na wzięcie prysznica, bo trzeba wstać do pracy o 6.30, więc idę od razu spać. 
Czasami miewam długie rozmowy ze znajomymi odnośnie wsparcia bliskich i pewnego niezrozumienia, z jakim ludzie aspirujący do bycia artystami profesjonalnymi spotykają się na co dzień. I nie chodzi tutaj tylko o Musical, bo ten projekt ma swój konkretny cel. Tutaj mama ci powie, że się drzesz i 'chyba nie będziesz tak tego śpiewać?' albo znajomy ma do Ciebie pretensje, ze się niedostatecznie poświęcasz dla niego, kiedy właśnie się spotykacie na niedzielny obiad... a ty albo chcesz się rozryczeć albo pierdolnąć jakimś talerzem w knajpie. To są właśnie koszty naszych aspiracji, chęci pomocy i angażującego hobby. Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że jej znajomi dopiero kilka miesięcy po poprzedniej edycji stwierdzili, że 'w końcu można z Tobą fajnie spędzić czas' - i to był znak, że odpoczęła fizycznie i psychicznie od tematu i nie jest już pod wpływem długotrwałego stresu i zmęczenia. Bo to właśnie ten stres i wyplucie emocjonalne tak na nas działa. Stajesz się nudna i monotematyczna a jedyne rozmowy, które są interesujące to te o pracy i musicalu. Kto z naszych znajomych mógłby to znieść w dłuższej perspektywie?
Mój mózg ostatnio nie wyrabia i nie ogarniam większości rzeczy, dlatego zamykam się w skorupce i czekam, aż to wszystko minie. Czekam na kulminację, która już za niewiele ponad 2 tygodnie! Podniecenie i obawy sięgają zenitu... Musicie trzymać za mnie kciuki, jeśli jesteście mi życzliwi - przydadzą mi się bardzo.

Zostawiam Was z tym spaghetti przemyśleń - ścieżki w mojej głowie bardzo dziś poplątane.


A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz