czwartek, 26 czerwca 2014

Jak to ze mną teraz jest?

Dobrze.

Po kilku intensywnych miesiącach, mogę powiedzieć, że dobrze. Okres intensywnych zmian światopoglądowych trwa. I bardzo mi z tym dobrze.

Biję się w serce, że za rzadko do Was piszę.. O ciuchach, o uczuciach czy z 'pseudoporadnikami'. Tak właśnie jedna z moich koleżanek nazwała niedawno jedne moje wypociny na blogu, które możecie jeszcze raz przeczytać tutaj. Nie obrażam się, bo nie ma sensu - co ja wiem o motywacji?

Nazbierało się dużo tematów, które obecnie przerabiam sobie w głowie. Jeden z nich to uczucia właśnie. Nie wiem jak Wy, ale często obwiniam się za złe uczucia, które pojawiają się przy okazji nieradzenia sobie z czymś. Dylemat pojawia się w miejscu, kiedy zadaje sobie pytanie: czy to źle, że tak czuję? Do tej pory nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Nie umiem znaleźć wytłumaczenia, dlaczego takie uczucia, właściwie emocje mogłyby być dobre. Ale podejdę do tego zdroworozsądkowo - czy gdybym reagowała za każdym razem entuzjastycznie i z uśmiechem na twarzy witała każde niepowodzenie, to czy miałoby to sens? Czy ktokolwiek uważałby mnie za osobę umiejącą ocenić trzeźwo efekty swojej pracy, skoro nie robiłyby na mnie wrażenia małe porażki? Nie umiem inaczej.
Druga sprawa, to zbytnie wpasowywanie się w schematy - muszę być zaradna, samodzielna, niezależna, ładna, mądra, wysportowana, profesjonalna i takie tam. Włosy zawsze muszą być ułożone (właściwie to chyba na nie zwracam najmniejszą uwagę w wyglądzie), paznokcie pomalowane, zbędne owłosienie na nogach ma znikać samo po przekroczeniu 2 mm. Najlepiej dobierać garderobę co miesiąc za min. pięć stów, zakupki oczywiście w Zarze, albo lepiej, u młodego polskiego projektanta (nie mam nic przeciwko tej grupie producentów/artystów, ale wiecie o co chodzi), żeby nie wypaść z mody; chodzić na koncerty, do teatru, kąpać się w morzu nago w czasie spontanicznej wycieczki do Mielca lub bardziej offowej miejscowości nad Bałtykiem. Kogo na to wszystko stać? I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o pieniądze. Czy niespełnianie któregoś z tych wymagań ma dyskwalifikować w kontaktach międzyludzkich?

Jak śpiewał Bing Crosby: 'The best things in life are free'.
Dziewczyny! Ile razy słyszę od moich znajomych, że mam fajne ciuchy i w ogóle jestem taka fajna.. To egoistycznie brzmi, wiem, ale takie momenty zapadają mi bardzo w pamięć. Z jednej strony to świetnie słyszeć jakieś pochwały, łechta to moje ego niesamowicie i jestem wdzięczna, ale najbardziej zaskakujące jest to, od jakich dziewczyn to słyszę. Kochane, nawet nie wiecie, ile niepewności we mnie siedzi, ile kompleksów i wypieków na twarzy ze wstydu, że popełniłam jakie faux pas. I powiem Wam więcej - jesteście świetne, każda z osobna ma cechy, które uwielbiam, pijąc z Wami alkohol czy herbatę. Świat stoi na jednym wielkim blefie, bo za każdym uśmiechem kryje się jakiś kompleks czy niskie poczucie wartości. Zastanówcie się, ile tygodniowo czasu spędzacie na zastanawianiu się, co w sobie zmienić, żeby się komuś spodobać? Jak czujecie się w swojej skórze? Czy ona naprawdę jest taka zła, a Wy za grube? Nawet nie wiecie, ile zależy od podejścia do samych siebie, a jeżeli wiecie, to jeszcze tego nie akceptujecie. Naprawdę szkoda czasu na rozpamiętywanie głupot, pielęgnowanie żalów, kompleksów i niepewności siebie. Codziennie dostajecie jakąś szansę - na miłe słowo, na dobry posiłek, uśmiech od nieznajomego, i czy wykorzystujecie to?
Jeżeli czytasz ten tekst i masz ochotę się rozryczeć, to napisz do mnie - chętnie wypiję z Tobą coś mocniejszego i obgadamy problem. Jeśli nie, to też z chęcią porozmawiam i może się czegoś nauczę. ;)

Głowa do góry, zmiany nadejdą, tylko trzeba spokojnie dać się im poddać... ;)

PS. Tyle czasu ograniczałam się z pisaniem - bo za intymnie, bo o miłości, bo o wnętrzu... Nawet nie wiecie, ile emocji zmarnowałam. Emocji, które powodują powstawanie takiego lub podobnego tekstu. Uważałam, że nadmierne uzewnętrznianie się jest złą rzeczą. Trudno - w dobie internetów czyli praktycznego braku prywatności, ograniczonej do wydrukowanych przez laty zdjęć, nie dających się łatwo wrzucić na fejsa i opisać, jej już prawie nie ma. Nie będę hamować takich akcji - widzę, jak bardzo mi takie 'wypisanie się' pomaga. Podczas intensywnych rozmów z pewnym introwertykiem, nie przepadającym za tekstami 'od serca', weszłam w błędne przeświadczenie, że jest to złe. Znowu pojawił się ten głupi mechanizm, który próbował wpasować mnie w preferencje innych... iście autoimmunologiczny, zabijający każdy przejaw weny twórczej. Doszłam jednak w końcu do wniosku, że to, co inne, wcale nie równa się złemu.(Bagatela! można krzyknąć.) Wręcz przeciwnie, musi być pielęgnowane, bo to przecież tak duża część mnie. Możecie się więc cieszyć - przynajmniej Ci, którzy lubią takie psychologiczne opowiadanki. Będzie ich więcej. Tym razem nie złamie obietnicy.

Wasza Ekstrawertyczna Kombinatorka :)

2 komentarze:

  1. jestes najpiekniejsza bez makijazu dziewczyna jaka w zyciu widzialam, a tu czytam,ze Ty masz jakies kompleksy. zdecydowanie powinnas mniej sie przejmowac i przebywac w towarzystwie ludzi tylko tych, przy ktorych czujesz sie bardzo wyluzowana tzn jesli popelnisz jakas gafe jezykowa to nie zrobi Ci sie specjalnie wstyd. kiedys bylismy skazani z wyboru na naszych przyjaciol np sasiadka w wieku przedszkolnym byla nasza najlepsza przyjaciolka ale czy teraz by nia zostala? watpie. to jest plus doroslosci,ze mozemy sobie dobierac przyjaciol i nie ma sensu meczyc sie z ludzmi,ktorych zdania krytyki sie boimy. Ponadto pamiętaj,że za tydzien wiekszosci rzeczy bedzie przez ludzi zapomniania, jesli w ogole byla zauwazona, a za rok,za piec? phi! mysl o sobie i zanim bedziesz sie bala cos zrobic pomysl sobie ,,a co mi zalezy, wazne,ze mnie sprawi to przyjemnosc,, buziaki :*

    OdpowiedzUsuń