piątek, 15 listopada 2013

Keep your dreams up!

Jest w życiu coś takiego, co jednocześnie pozwala Ci wstawać z łóżka z energią i spokojnie zasypiać wieczorem.

Marzenia.





 Wszyscy je mamy, ale nie każdy pomyślał o tym, że choćby najmniejsze może się spełnić. U mnie droga do ich realizowania jest wyboista. Przeczuwam, że najbliższe lata nie będą lekkie, trzeba brać skądś te zasrane pieniądze, które są jedynym materialnym ograniczeniem do bycia tym, kim chcemy być. Mam wielkie plany, wielkie marzenia, ale nie są one czymś nie do spełnienia.
Ostatni rok obfitował w niezłą dawkę emocji i przemyśleń. Po otarciu o depresję i odbiciu się od dna, nastał dobry czas, który jednocześnie obfituje w dziwny szał robienia wszystkiego, co może zaowocować kiedyś w przyszłości.  W pewnym momencie zdecydowałam, ze walka z samą sobą każdego kolejnego dnia jest nie do wytrzymania dla normalnego, wrażliwego człowieka. Facet czy kobieta, to zabijanie się od środka w imię powinności jest zgubne, niszczy.



Skrzydła

Weszłam w życie, świadome życie realnej marzycielki. Robię coraz lepsze sesje (podziękowania dla Tego na górze za poznanie z Domi), stylizowanie owych też mi całkiem nieźle zaczyna wychodzić (ośmieliłam się coś takiego zrobić, to już spory progres). Staram się rozwijać nie tylko modowo - zapisałam się na kurs języka niemieckiego, którego nie cierpiałam przez nieudolność nauczycieli w liceum; chodzę na chór uczelniany i w końcu, po tylu latach zagłuszania telewizora rodzicom wieczorem, śpiewam i inni ludzie mogą tego słuchać. Biegam też na rozmowy kwalifikacyjne i ostatnio, co tu dużo mówić, wprosiłam się na jedną (na usprawiedliwienie swojej arogancji powiem, że bardzo mi zależało na pracy akurat tam). Nie do opisania jest uczucie, gdy po takim wybryku wychodzisz z rozmowy i wiesz, że właśnie przekroczyłeś swoją granicę, kolejną granicę. Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek nie może latać - to zdecydowanie musiała być osoba, która nie spełniła żadnego, nawet najmniejszego ze swoich marzeń. 



Pozorne ograniczenia

Człowiek przyciśnięty codziennością zaczyna być brzydki, i nie chodzi tutaj o niedbanie o siebie, ale o psychiczną brzydotę. Nawet króciutka rozmowa z kimś sfrustrowanym życiem staje się męczarnią. A zmienić podejście takiej osoby jest bardzo ciężko.

 Tak, bo właśnie to wszystko co nas ogranicza jest tylko i wyłącznie w naszych głowach, sposobie myślenia. Nie bez przyczyny jednostki, które cechują się nieszablonowym myśleniem, osiągają sukcesy. Czasem bardzo spektakularne. Nie słuchają wtedy mamy, taty czy premiera. Nikt z nich nie wejdzie takiej osobie do umysłu i siłą nie poukłada jej po swojemu. i może dobrze, bo każda porażka, jak i każdy sukces będzie tylko i wyłącznie naszą sprawą. Jak sobie pościelimy, tak się wyśpimy. Jeśli tylko jest w nas potencjał, mamy szansę na zaprojektowanie swojego życia i na radość z robiącego wrażenie efektu naszej pracy.
Już długo układam sobie to wszystko w głowie i myślę, że czeka mnie jeszcze trochę upierdliwego czasu, ale będzie się opłacać. 



"Twoje życie samo się nie zmienia - to Ty je zmieniasz"


Sami jesteśmy kowalami swego losu - tak. Jeszcze do niedawna wydawało mi się to pustym frazesem, ale uwierzcie mi, tak naprawdę jest. Jest w tym również zawarta cała przeprawa przez morze trudnych decyzji.
Jak to wszystko zrealizować? Czego się trzymać? Dla mnie motorem napędowym jest siła, która kryje się w obietnicy lepszego czasu. Nie ma słodszej motywacji.



C.D.N.

2 komentarze: