środa, 2 października 2013


Za długo zwlekałam ze stworzeniem tego cyklu, bo znów jak to bywa z moimi marzeniami odnośnie konkretnych ciuchów, zrobiły się modne. Z jednej strony to dobrze dla mnie, z drugiej w sumie źle. Dobra strona to taka, że mój gust nareszcie znalazł odzwierciedlenie w ofercie sklepów na ten sezon, a zła - ceny tych rzeczy porażają (pech chciał, że podobają mi się właśnie te najdroższe rzeczy - będę musiała dużo pracować, by móc sobie na to wszystko pozwolić).
 Co sezon na blogach wychodzą posty pod tytułem - must have ss/aw 20XX r. W większości przypadków publikacje te powodują - przynajmniej w moi przypadku (i chciałabym w końcu z tym skończyć) - pożądanie posiadania.
 Fajnie się takie coś czyta, wpadamy w 'chcicę' biegnięcia na szopping, ale kiedy tak dokładnie nad tym pomyśleć to mam przed oczami tłum dziewczyn szturmujących sklepy w poszukiwaniu właśnie takich 'mast-havów'. To przykre, bo brakuje nam zdrowego rozsądku w dobieraniu sobie garderoby. Niewiele z nas ma pojęcie, co będzie pasowało do takiej a nie innej sylwetki, czy w jakich kolorach jest nam najlepiej. Oczywiście można iść w zaparte i mówić komuś, kto nam życzliwie coś odradza - 'nie znasz się, to przecież jest modne i zamierzam to kupić enyłej' - ale po co? Tak właściwie to naprawdę dobrze mieć ze sobą na zakupach kogoś, kto nam dobrze życzy i ma oko , ale to już inna sprawa.
Wracając do tematu, osobiście traktuję takie posty przez palce. Może jest to też spowodowane tym, że sama piszę (a przynajmniej staram się) o modzie, a już na pewno bacznie ją obserwuję i staram się dobierać sobie tylko rzeczy, które wiem, że będą mi pasowały i zarazem cholernie mi się podobają. Nie staram się na siłę być modna, a jeśli zobaczycie coś takiego, proszę o porządnego kopa.

A więc czas wielkiego wyliczania moich absolutnych faworytów wszechczasów w mojej szafie czas zacząć!

1. Kozaki za kolano.

 Nawet nie wiecie jak wielce byłam ucieszona, kiedy zobaczyłam Charlize Mystery czy Moves Fashion w długich kozaczkach. Boom, który jeszcze się w Polsce na dobre nie rozkręcił na te buty ma swoje wtórne korzenie w pokazie Chanel na jesień/zimę 2013/2014. Oczywiście Karl Lagerfeld nie był pierwszy w tym temacie, Rihanna dla River Island w zeszłym sezonie również. Do tamtej pory większość osób kojarzyła sobie taki rodzaj obuwia z filmem Pretty Woman i słynną Julią Roberts grającą przedstawicielkę jednego z najstarszych zawodów świata i nie chodzi tutaj o szewca. (A tu proszę, jak ładnie widać, że moda to tylko seria powracających cyklami trendów.) Fakt, filmowa Vivian nosiła takie kozaczki, ale musiała je odpowiednio zestawić, aby godnie reprezentować siebie jako kobietę do towarzystwa, dlatego nie wyglądało to za specjalnie. (Heh, swoisty paradoks, bo niedawno widziałam w sprzedaży sukienki wzorowane na słynnym modelu właśnie z Preety Woman i miały bardzo duże wzięcie.)
Chanel zaprezentował overknee boots w kosmicznej scenerii i zupełnie zerwał ze standardem z jakim one się kojarzyły. Należy się mu za to szacunek, bo właściwie dlaczego takie buciki, które dla mnie są świetne - zarówno w wydaniu zimowym jak i letnim - mają być modowym tabu? Są przecież tak praktyczne, szykowne i sexi, i uważam je za totalny hit wszystkich sezonów. Oczywiście wiadomo, że nie wszystkim będą pasować, ale chyba nie trzeba być supermodelką by móc w nich dobrze wyglądać.
 Osobiście widzę je w tak wielu wydaniach, przykładowo z militarnym czarnym płaszczem, obcisłą krótką rozkloszowaną sukienką, z szortami w wydaniu letnim, na motocykl z skórzaną kurtką, do futra czy do damskiego garnituru z krótkimi spodniami/spodenkami/ spódnicą obcisłą na pupie a puszczoną zaraz za pośladkami. Nasuwa mi się tak wiele wydań z tymi butami, że chyba zaraz zwariuję. 

 Overknee boots są już dostępne w wybranych sklepach Simple, H&M, ale nawet nie chcę znać ich ceny. Liczę na jakieś tańsze sztuki w kolekcjach zimowych innych sklepów. Tak jak wcześniej napisałam, boom na nie jeszcze się nie rozkręcił, ale już widzę, ze ten towar będzie się rozchodził jak ciepłe bułeczki. Pytanie tylko czy dziewczyny będą wiedziały jak je nosić i czy je nosić - bo nie każdemu pasuje, powiedzmy szczerze. Trzeba też odpowiedzieć sobie na pytanie, czy mamy to z czym nosić, bo łatwo jest wydać kupę pieniędzy i stwierdzić, że do tego przydałoby się to i to i jeszcze tamto, bo z obecnym stanem mojej garderoby to buty mogą sobie leżeć w kącie. Miałam kiedyś plan, by napisać post zbiorczy, odnoszący się jedynie do moich absolutnych ponadczasowych faworytów w szafie, ale stwierdzam, że będę Wam dawkować tą przyjemność, bo nie przebijecie się jednorazowo przez taką ilość tekstu. Pytanie dlaczego nie napiszę czegoś odnoszącego się jedynie do trendów na ten sezon? Nie będzie tak bezosobowo i kompromisowo. Nie wszystkie trendy mi się podobają, nie wszystkie mi pasują a przede wszystkim nie wszystko kupię. Chcę Wam uświadomić, że dobrze mieć kilka ciuchów/akcesoriów, które zawsze się Wam podobały, niezależnie od tego czy są modne czy nie. To tworzy klimat w szafie i jest o wiele tańsze, ekologiczne i w zgodzie z naszym gustem niż ślepe noszenie tylko tego, co w sklepach. Poza tym, chyba nie chcemy wyglądać wszystkie jak klony? :)

2 komentarze:

  1. Pięknie wyglądasz!
    Wspaniałe zdjęcia!
    :))) TAK TRZYMAĆ!
    CIEKAWY POST!

    Zapraszam na blog:
    http://newlookstyleblog.blogspot.com/
    FACEBOOK:
    https://www.facebook.com/pages/New-Look-Style/581255195269125

    OdpowiedzUsuń
  2. oj tak, święte słowa! dobry post.
    kosztowne hity jednosezonowe, to prawdziwy koszmar... zwłaszcza, kupowane na oślep - nie pasuje mi (no właśnie...może i kozaki do połowy uda są sexy, ale przy moich nogach dajmy na to, wyglądały by absurdalnie. powiedźmy to sobie szczerze.), nie będę miała z czym zestawić (to co napisałaś, aaa, to jak kupiłam te kozaki to teraz muszę do nich coś dokupić, a do tego dokupić tamto. błędne koło) ale... i tak kupię bo jest modne :D
    kocham za to moje kozaki zimowe w ulubionym, karmelowym kolorze! i co z tego, że nie są hitem sezonu? ;)

    OdpowiedzUsuń