niedziela, 27 października 2013

FashionPhilosophy Fashion Week Poland - insider's point of view

Odkąd wróciłam z Łodzi, nie mogę się otrząsnąć ze wspomnień i porzucić uczucia nierzeczywistości. 
Fashion Week - brzmi dumnie. Wolontariusz na Fashion Week - czy to nadal coś fajnego? 
Do samego końca nie byłam zdecydowana czy jechać. Bliscy odradzali mi fatygę, bo rzekomo miałam być mięsem, którym można będzie łatwo pomiatać. Inni mówili, że to świetnie, żebym jechała bo tyle sław zobaczę na żywo. Cóż, żadne z nich nie miało racji do końca, ani też do końca się nie myliło. 

Luksus / Dziadostwo

Zapewne jesteście ciekawi, jak to wyglądało od środka. Musicie wiedzieć, że ta edycja FashionPhilosophy, jak zresztą poprzednie, była organizowana na zasadzie zbudowania prawie całej infrastruktury wokół tego wydarzenia. Postawiono namiot i inne potrzebne pomieszczenia, służące gościom oraz obsłudze i uczestnikom. Całość odbywała się poza centrum miasta,co zawsze jest dobrym pomysłem kiedy organizatorzy spodziewają się ściągu kilkutysięcznego tłumu. Oczywiście nikt nie szedł na piechotę, dlatego większa przestrzeń parkingowa jest wskazana. Jak to bywa przy budowach, zdarzały się miejsca, które faktycznie wyglądały okropnie, pełno było kurzu i pyłu, o kawałkach desek nie mówiąc. Na szczęście żaden z gości nie musiał tego oglądać. Wolontariusze mieli do dyspozycji kilka pomieszczeń specjalnie dla nich, pokojami w czterogwiazkowym hotelu to one nie były, ale istniały i można było sobie tam posiedzieć i zjeść taniego tosta (o ile miało się gruby płaszcz na sobie). Cóż, jedyną rzeczą, na którą można narzekać była temperatura i notoryczny przeciąg, który doprowadził mnie na skraj wytrzymałości i wpakował do łóżka  z uczuciem rychłej śmierci zaraz po skończonej pracy. Z moim zdrowiem jest już ok, ale słyszę, że wiele osób teraz odchorowywuje.



Lans, Tępe Strzały i Profesjonaliści

Jak wie chyba każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia ze światem mody, ludzie którzy wokół niej krążą są równie zróżnicowani jak wszędzie. Obserwując wszystko od wewnątrz miałam do czynienia z wszystkimi typami ludzi, których wymieniłam w podtytule.
Fashion Week to prawdziwy spęd celebrytów oraz osób aspirujących do bycia sławnymi. Moi drodzy, jeśli należycie do takiego grona, nie łudźcie się, że tego nie widać. Kto łakomie wypatruje fotografów? Kto najchętniej robi sobie zdjęcia na ściance i wrzuca je zaraz na swojego fanpage'a z miną zgoła inną, niż towarzysząca mu przez całe wydarzenie? Niestety, takich osób było dużo. Dużo było też niemoralnych propozycji. Ja na szczęście nie miałam żadnej, ale były dziewczyny, które wskoczyłyby do łóżka każdemu, byleby był modelem/fotografem/kimś sławnym. Nie mogę generalizować, że tylko przy takim wydarzeniu coś takiego się dzieje, ale stężenie osób sławnych na metr kwadratowy było tutaj większe niż zazwyczaj jest na jakimś meczu czy festiwalu. Nie piętnuję tylko płci pięknej, facetom również zdarzało się wykorzystywać 'różne' okazje do zaistnienia w taki czy inny sposób.  W każdym razie różnica między osobami, które faktycznie przyjechały tam coś zobaczyć, zawrzeć cenne znajomości branżowe czy coś kupić a osobami, których drugie imię brzmiało 'lans' była ogromna i dało się ją łatwo zauważyć.


Korzenie

Pamiętam różne sytuacje z dzieciństwa, kiedy szukałam starego prześcieradła , aby móc przebrać się za grecką boginię na Pierwszy Dzień Wiosny.  Zawsze lubiłam fajne ubrania, ale czasy i okolica była taka, że o niektórych rzeczach można było pomarzyć, a o niektórych po prostu się nie wiedziało. Szczerze mówiąc to też młody wiek i niewykształcony do końca gust był dużą przeszkodą w uświadomieniu sobie własnych pasji i upodobań. Jedno było wiadome - estetyka pociągała mnie już wtedy. Robiłam nawet amatorsko zdjęcia i miałam mini wystawę na korytarzu szkolnym w liceum :) 
Śpiew, muzyka, obrazy, ubrania - czyż to wszystko nie jest właśnie zawarte w pokazie mody? To taka synteza rzeczy, które lubię. Marzy mi się zawód, który byłby choć trochę zbliżony do reżyserii - czy to pokazów mody czy sesji zdjęciowych albo krótkich filmów. To byłoby spełnienie moich marzeń. 
Wszystko to powoduje u mnie stałą chęć eksploracji nieznanych mi ziem i to właśnie też zagnało mnie do Łodzi. Sposób był bardzo dobry: wolontariat, choć wymagający, umożliwił mi obejrzenie z bliska prawie wszystkich pokazów na Designers Avenue. Nie chcę rozpisywać się na temat poszczególnych kolekcji, niewiele jeszcze wiem w tym temacie, żeby móc uchodzić za eksperta, ale przekażę Wam moje luźne spostrzeżenia na temat pokazów ogółem. Możecie też spodziewać się wpisu z zestawieniem najlepszych jak dla mnie ubrań. Muszę przyznać, że niektóre kreacje zapierały dech w piersiach!


Pokazy

Tym, co mnie najbardziej, ale i zarazem najmniej rajcowało w tym wszystkim była bliskość i namacalność tego wydarzenia. Od samego początku, kiedy przyjechaliśmy na miejsce, mogliśmy wchodzić na backstage i obserwować przygotowania do pokazów. Kasia Sokołowska biegała po sali pokazowej na próbie i choć miałam ochotę zagadnąć tą miłą panią właściwie o wszystko, co wiązało się z jej zawodem, to oczywiście nie odważyłam się na przeszkodzenie jej w pracy. Wygląda na prawdziwą profesjonalistkę i tak naprawdę trochę bałam się, że mogę dostać opiernicz za zajmowanie jej cennego czasu. Uwierzcie, czasem bywało nerwowo - praca, gdzie ważne są szczegóły i presja czasu to mieszanka wybuchowa. Na szczęście wszystkie wcześniej przećwiczone pokazy wyszły świetnie, a jeżeli były jakieś niedociągnięcia to ja ich nie widziałam.
Bardzo podobnie było z większością znanych osób, które tam przebywały. Musieliśmy pamiętać, że projektanci na fashion week przyjeżdżają do pracy, więc czasami nie wypada tak komuś męczyć ucha, kiedy jest zajęty różnymi ważniejszymi sprawami niż jakiś tam wolontariusz, który fascynuje się jego pracą. Nie mniej jednak mogłam zobaczyć tych wszystkich ludzi w akcji i bardzo mi się to podobało.
Same pokazy były w porządku.. Kiedy nie podobala mi się muzyka, wrażeniem nadrabiały świetne ubrania. Kiedy znów odzież była nie w moim stylu lub nad jej praktyczność przedkładane były wartości artystyczne projektu, mogłam pobujać się do dobrej ścieżki dźwiękowej pokazu czy podziwiać świetną grę świateł.
Niezbyt profesjonalnym podejściem wg mnie było puszczanie trzech różnych piosenek do jednego pokazu. Czasem było to (nie zawaham się użyć tego określenia) sfuszerowane i chamsko puszczone bez żadnych przejść. Wydaje mi się, że taki sposób obsługi muzycznej pokazu jest niegodny tak dużego wydarzenia, nawet na weselach można się spodziewać po didżeju lepszego zremiskowania i łączenia ścieżek dźwiękowych niż to było na jednym czy dwóch pokazach na Designer's Avenue. Może myślą przewodnią było tutaj rozdzielenie kolekcji na jakieś trzy (bo zazwyczaj pokaz trwał ok 10 minut) partie tematyczne, ale chyba nikt nie broni tego ładnie połączyć, żeby mimo wszystko stanowiło to spójną całość? Może jestem za bardzo wymagająca jak na amatorkę, ale wydaje mi się to słusznym podejściem.


Wnioski

Jakie wnioski wyciągnęłam po całym tym wydarzeniu? Wiecie, marzy mi się trochę zostanie projektantem mody, ale czasem wątpię w swoje możliwości. Nie chodzi tu o fałszywa skromność, ale o praktyczne podejście do tematu. Trzeba jednak wykazywać duży talent, aby móc wyjść poza utarte ramy tradycyjnych form i połączeń materiałów. I jak to zwykle bywa, talent to jeszcze nie wszystko. Praktyka, praktyka, praktyka i pieniądze. Trzeba przecież za coś się wykształcić, doskonalić warsztat, uszyć kolekcję i zrobić pokaz. W normalnych polskich warunkach, młody człowiek, którego rodzice wspierają jak mogą i tak nie zawsze może sobie pozwolić na luksusy i ciężko przeznaczać mu znaczną część dochodów na zainteresowania, w które w tym przypadku należy trochę zainwestować. Bez sponsorów, których w obecnych czasach trudno zdobyć bez większych umiejętności foundarisingowych i biznesowych przede wszystkim, raczej nie jest wykonalne odniesienie sukcesu na większą skalę. A i tak niekoniecznie też coś, czego poziom artystyczny może być bardzo wysoki, sprzeda się i zwróci takiemu inwestorowi. A po co szyć/projektować, jeśli będzie to tylko kurzyć się w szafie?
Nie miałam w planie odnosić się do brutalnej rzeczywistości szarych ludzi, ale stało się.

Jedno jest pewne. Warto było jechać, aby móc przekonać się na własne oczy jak to działa. Oczywiście mój obraz jest niepełny - ile można doświadczyć informacji przez cztery intensywne dni? Dużo i zarazem bardzo mało. Nie żałuję wyjazdu i chciałabym również odwiedzić Łódź wiosną. Zrozumcie, trochę tym tekstem ryzykuję. Nie jest on może bardzo kontrowersyjny, ale ludzie mody, a przede wszystkim PR-owcy są bardzo czuli na niektóre sprawy i nie mieści się to czasem w ramach logiki. Jednak, rezygnując ze spisania wszystkich tych wrażeń, dużo bym straciła. Wierzę, że nie zostanę opacznie zrozumiała i Wy też coś wyniesiecie z tego postu.

To be continued.






2 komentarze:

  1. Bardzo fajnie, że napisałaś to tak mega od siebie.
    Dzięki za spostrzeżenia i możliwość przeczytania Twojej własnej recenzji a nie suchego sprawozdania bezopiniowego.

    Pozdrawhttp://myfashionmoods.blogspot.com/iam

    OdpowiedzUsuń
  2. A jak wygląda rozmowa rekrutacyjna? Zdradzisz?:)

    OdpowiedzUsuń