czwartek, 18 lipca 2013

Pierrot in two flavours - casual version






Po przeglądzie mojej szafy stwierdziłam, że brakuje mi bluzek i koszul. Niby mam ich dużo, ale jednak zboczenie do kupowania za dużych ciucholandowych ubrań z myślą o ich zwężeniu nie jest moim sprzymierzeńcem. Ostatnio bardzo mało szyję lub przerabiam, kupka tekstyliów piętrzy się już w rogu pokoju i śni mi się po nocach.
 Przeraża mnie również 'małopraktyczność' większości moich zakupów i zróżnicowanie stylów, w jakich te ciuchy są. Trzeba się natrudzić, aby coś 'wyjątkowego' dopasować do reszty lub odwrotnie, resztę do tego wyjątkowego. Podobno dodatki tworzą strój. Cóż, dodatków nie posiadam zbyt wielu, a tak bardzo lubiana przeze mnie biżuteria, której kiedyś kupowałam znacznie więcej, podoba mi się od pewnego czasu tylko na kimś. 






Wakacyjne życie zawodowe ma zarówno zalety jak i wady. Najważniejszą zaletą jest stały dopływ gotówki (rzeka to nie jest, ale nadal cieszy sam fakt istnienia tego dopływu) i chyba na tym kończy się ta lista. Wstawanie wcześnie rano, ten codzienny poranny dylemat przed szafą - co założyć na taką pogodę,  jednocześnie żeby było to dosyć oficjalne, wygodne i mogło się pobrudzić w razie jakiejś porządkowej pracy - to niekoniecznie moje wakacyjne marzenie. Eh... Pod względem ubraniowym - totalna porażka.  Mam chyba ze trzy t-shirty, które nadają się do biura, ze dwie koszule (cudem jest gdy to pasuje do spodni), a o butach już nie wspominam. Sandałki są  zbyt delikatne, a żwirek wsypujący się do nich, gdy biegam po placu, doprowadza mnie do szału. W trzewiczkach mogę odparzyć sobie stopy, kiedy panuje upał. Kiedy pada deszcz ubieram kalosze, ale muszę wtedy pamiętać o założeniu grubych skarpet, bo moja zimnokrwistość w dosłownym znaczeniu tego słowa powoduje u mnie natychmiastowy reumatyzm i ból kostek. Można oszaleć... Naprawdę cieszę się na myśl o weekendzie - nie muszę wtedy nigdzie wychodzić, wskakuję w dres i hasam sobie swobodnie jak mi się tylko podoba. 



Co do stroju - jest to pierwsza odsłona zastosowania tej oto pierrotowej bluzki. To ta bardziej casualowa wersja, z bryczesami i trzewiczkami. Można spokojnie wyjść tak do pracy, szkoły czy na spotkanie ze znajomymi. Casual czyli półformalny charakter tej stylizacji polega na luzie, który ma się gdzieś w głowie przy strojeniu się tak na jakieś wyjście. Bez stresu, wysokich obcasów (kto mnie ostatnio w ogóle widział w jakichś szpilkach temu przybiję piątkę) i świadomości, że trzeba ładnie i kobieco wyglądać. 
Ubieranie się  to przecież część stylu życia i stan umysłu. Nie na darmo każda muzyka, każdy zawód ma określony styl ubioru, dress code. To siedzi gdzieś w ludzkiej podświadomości i steruje naszymi wyborami w sklepach odzieżowych. 




Bluzka, torba - lokalny sklep odzieżowy
Bryczesy - sh
Buty - Pull&Bear
Kurtka - H&M

7 komentarzy:

  1. Eh, też mam ten problem, że w ciucholandach kupuję za wielkie ciuchy i w różnych stylach, a potem leżą, bo mam problem z ich noszeniem, dopasowaniem do czegokolwiek :/
    Wyglądasz pięknie, te buty cały czas za mną chodzą. Koszula genialna!
    Ruda Frela

    OdpowiedzUsuń
  2. Bluzka ma bardzo ciekawy wzor, kojarzy mi sie z op artem i oszukiwaniem^^ oka. To prawda, ze czasem trudno dopasowac ubrania, w szczegolnosci, gdy ma sie duzo charakterystycznych czesci garderoby, ale na tym polega cala magia stylizowania;). Podoba mi sie w szczegolnosci drugie zdjecia, na ktorym widas, jak rekawki wychodza poza kurtke.

    Pozdrowienia,
    Mila
    www.milovephotography.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Niewątpliwie stylizacja ta ma charakter i bardzo do mnie przemawia. Połączenie hitów sezonu z zawsze sprawdzającymi sie elementami jest jak widać niezawodne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawa bluzka. Od razu zwraca uwagę.Serdecznie pozdrawiam.
    http://balakier-style.pl/

    OdpowiedzUsuń