sobota, 16 lutego 2013

Call me foxy!

Cześć Wam kochani!
Witam Was w to sobotnie popołudnie nowym postem. Obiecałam sobie regularnie przygotowywać wpisy i jak na razie udaje mi się realizować moje założenie. Bez większego wprowadzenia, przechodzę do sedna sprawy...




 Co takiego jest tu do pokazywania, czym się zachwycam? 
Od dawna nawiedzała mnie wizja ubioru do jazdy konnej, ale nie mogłam namacalnie niczego spotkać. Sklepy internetowe, owszem, oferują całą gamę ubrań czy obuwia jeździeckiego, ale co mi z tego, skoro nie mogę tego najpierw przymierzyć. Jak to u mnie zwykle bywa, los chciał, abym trafiła na bryczesy właśnie w second handzie. Rozmiar się zgadzał, decyzja była więc szybka - 'idziecie ze mną do domu!' :)
Bardzo podoba mi się efekt, jaki tworzą razem z tymi butami - ich wygląd nie jest do końca męski, ale też nie ocieka seksapilem. Nie wyglądam 'krucho jak mimoza' - czuję pewność siebie i nie mam wrażenia, że muszę kogoś udawać. To jest właśnie mój styl.







Co dalej? Sweter, także kupiony w ciucholu, za 24 zł z domieszką wełny. 
Nie jestem pewna skąd dany sklep importuje ubrania. Może Anglia? 
Na metce widnieje Marks&Spencer, który w Polsce jest bardzo drogą sieciówką, jak na najniższą krajową 1600 zł brutto na 2013 rok. Dlatego też podejrzewam, że ktoś wrzucając ten golf do kosza na odzież używaną miał w głowie zupełnie inną jego wartość niż Polak, który pewnie szanowałby tak drogi sweter do końca tego dziesięciolecia. Ja w każdym razie jestem tej osobie bardzo wdzięczna ;) 

Mam nadzieję, że nie skojarzę Wam się z Kasią Tusk, która co chwila ma nową kurtkę. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że tą tutaj kupiłam na przecenie za 79 zł w Cubusie (bardzo lubię ten sklep, 
a  naprawdę rzadko zdarza mi się powiedzieć, że lubię jakąś sieciówkę), skorzystałam z okazji urozmaicenia swojej zimowej garderoby o kurtkę 'puchową', ponieważ długa, brązowa kurtka z zeszłego roku z Terranovy rozciągła się i jest tak ponura, że aż mnie trzęsie, jak pomyślę sobie o jej zakładaniu w ponury dzień. 

Rozmyślając sobie nad tymi okryciami wierzchnimi na zimę to przyszło mi do głowy, aby zachęcić każdą z Was do zajrzenia do swojej szafy, szaf swoich mam czy babć w poszukiwaniu alternatyw dla puchówek czy cienkich płaszczyków, które nosicie. Jestem przekonana, że kiedy spojrzycie na niektóre ze swoich ubrań, które jeszcze niedawno były rzeczami do wyrzucenia czy zapomnianymi płaszczami sprzed lat, i które na pewno uważałyście za niemodne, to po dłuższym przemyśleniu uznacie, że są świetne. Klasyczne fasony sprawdzają się zawsze, a warto też przypomnieć, że wcześniej materiały były o wiele lepsze jakościowo i taki zapomniany wełniany płaszcz babci będzie teraz swoistą perełką w Waszej garderobie. Warto dać niektórym rzeczom nowe życie, tym bardziej, że noszenie ubrania. które ma swoją historię jest o wiele bardziej satysfakcjonujące, niż używanie ubrań typu 'Made in China'.
Pamiętajcie - fast fashion is bad!

 










Mam nadzieję, że przemyślicie niektóre kwestie dziś poruszone.
Może uda mi się niektórych z Was do czegoś zainspirować? 
 To byłaby chyba najlepsza nagroda za moje starania...

Trzymajcie się ciepło,
Buziaczki :*
Kombinatorka

2 komentarze: