czwartek, 2 sierpnia 2012

Cobalt blue

Dobry wieczór wszystkim!

Połączenie czerwieni z kobaltem zawsze znajdywało zastosowanie w moich strojach. Spodnie, które mam na sobie są chyba moimi ulubionymi w tym letnim sezonie. Myślę, że będę po nie sięgać również w zimie (o ile temperatura będzie mi łaskawa a ich jakość pozwoli na przetrzymanie do zimy), świetnie wyglądają z dużym, ciepłym swetrem i czarnymi słupkami. :)
Kobaltowy (no dobrze, niebieski, panowie) ażurowy sweter (lub 'kardigan', aby do końca posługiwać się słownikiem 'haj feszyn' :P) jest świetny na dosyć chłodne poranki - przewiewny i ciepły zarazem. Cały strój nie jest szczytem elegancji i glamour'u, ale czuję się w nim pewnie, a dodatkowo jest mi wygodnie. Jak do pracy - idealnie.


Udało mi się dostać to zdjęcie od mojego bratanka :)

Ostatnio ciężko mi opublikować post, nie doświadczając przy tym uczucia niezadowolenia. Nie podobają mi się zarówno zdjęcia jak i to, co miałabym do powiedzenia na ich temat. Frustruje mnie fakt, że ciuchy to ciuchy i nie ma w nich pozornie większej głębi. Nie nakarmimy nią głodnych dzieci w Afryce, nie naprawimy szkód po powodziach, a profesjonaliści w innych, 'mocniejszych' dziedzinach, będą na taką osóbkę o dziwnym lub niezwyczajnym sposobie ubierania, patrzeć z pobłażliwym uśmiechem a nawet lekką pogardą. Bo przecież moda  "To zadufanie w sobie, brak samokrytyki i płytkie zajęcie na życie." 
Miotam się trochę wśród tych głosów i nie mogę wyjść spośród nich z konkretnym wnioskiem.
Blog zaczął się od wpisów typowo DIY oraz tych opisujących moje zdobycze z second hand'ów. Nadal prowadzę te 'rubryki', ale chciałabym czegoś więcej. Po kilku miesiącach pojawiło się parę stylizacji. Niektóre z nich podobały mi się bardziej, niektóre mniej. Czuję jednak pewien niedosyt.
Niedosyt, który pojawia się, kiedy chciałabym pokazać jakiś strój, a akurat w tym momencie nie ma w pobliżu fotografa.
 Niedosyt, kiedy patrzę na jakiś strój i coś nie pasuje w 100%, a nie mam niczego bardziej pasującego w szafie. Niedosyt, kiedy wychodzę z domu i po godzinie orientuje się, że wyglądam jak choinka lub że strój ma fajne elementy, ale wszystko jest ze sobą źle zestawione.  To bardzo niemiłe uczucie, ten niedosyt.
Po chwili zadumy stwierdzam jednak, że chyba u wszystkich osób, które napędza jakaś pasja pojawia się chwila zwątpienia w to co robią. Przeciwności stają się za duże, aby samemu można było je zwyciężyć. Ale wtedy pojawiają się osoby, które nas bardzo wspierają i to jest piękne. :)
Ok, koniec z wywodami nad sensem blogowania.
 Podwijam rękawy i biorę się do pracy. Bez zbędnych narzekań. :)


A ta oto landryna zawitała do mojej szafy w zeszłym roku i czekała na swoje pięć minut. Nie przetrwała jednak w owej formie, niedługo reportaż z przeróbki :D

Dobrze, kochani, kończę wywód już.
'Mamy problem z krótkimi pożegnaniami." :)

Dobranoc, ciaooo :D

1 komentarz: