niedziela, 19 marca 2017

Dingo!

Miniony rok był dla mnie bardzo dobry. Dał mi wiele inspiracji muzycznych, stworzył wiele możliwości i wyzwań, które podjęłam i odniosłam sukces. W głowie otwarło mi się bardzo wiele drzwi, odblokowały się kanały, które myślałam, że są zamknięte na amen. Wiele się też nauczyłam - o sobie, o innych. Nabyłam również umiejętności, które bardzo chciałam nabyć, przynajmniej ich część. Chciałabym dobrze podsumować ten rok, by nie umknęła mi żadna lekcja... a więc zaczynamy!


sobota, 14 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016 - część 1 - pielęgnacja i makijaż

Cześć kochani!

Kraków wita dziś mieszkańców i turystów nieśmiałym słońcem. Jest styczniowy, zimowy poranek. Poziom substancji szkodliwych w powietrzu przekroczył ostatnio 800% normy. Nic dziwnego, że słońce nie może przebić się przez to gówno. Chciałabym gdzieś wyjść, ale to niebezpieczne dla mojego zdrowia. Oglądałam nieraz filmy katastroficzne, gdzie bohaterzy mieszkali na terenach zagrożonych katastrofą ekologiczną i zastanawiałam się dlaczego oni stamtąd nie uciekają. Teraz wiem, że to nie takie proste zostawić wszystko - mieszkanie, miejsca, ludzi i uciekać od chorób. Tak, ucieka się od zagrożenia ale tym samym skazuje się człowiek na samotność i właśnie tego się boję. Więc nasiąkam tutaj dymem i czekam na miłość.

Ok, wstęp jest strasznie pesymistyczny, ale to odzwierciedlenie moich emocji z ostatnich kilku miesięcy. Chodzę w masce, staram się nie spacerować na zewnątrz, bo to zwyczajnie nieprzyjemne wracać do domu i śmierdzieć. Jakbym pływała w beczce z popiołem. Okropieństwo, być oblepionym smogiem...

Na szczęście rok 2016 był nie tylko rokiem gówna w powietrzu. Dla mnie był to rok ogromnego kroku w stronę muzyki. Obiecałam sobie nie pisać tego podsumowania przed ostatnim występem z Dingo, dlatego dziś zacznę od mniejszych, ale równie przyjemnych rzeczy, które w minionym roku były dla mnie małymi i większymi odkryciami.

Koreańska pielęgnacja


Zaczęło się od książki  - Charlotte Cho dała mi do myślenia. Jako nastolatka nigdy nie miałam problemu z cerą. Problem pojawił się znacznie później, po 24 roku życia... miałam krosty, które później zostawiały po sobie brzydkie, brązowe blizny i nie wiedziałam jak z tym walczyć. Po tą książkę sięgnęłam przypadkiem, nie szukałam żadnego złotego środka na moje problemy, bo sądziłam, że to może jakieś hormony. Wszystko inne - maści i kremy nie dawały rezultatu więc trochę odpuściłam i godziłam się na mój stan, aż tu nagle... odkryłam koreańską pielęgnację. W sumie to żadna eureka i skomplikowane historie, tylko złota zasada pielęgnacji każdego rodzaju cery czyli oczyszczanie i nawilżanie.

Zaczęłam więc od uzbrojenia się w kosmetyki do pielęgnacji - myjącego olejku do twarzy, peelingu enzymatycznego, toniku, kremu nawilżającego na twarzy i pod oczy oraz masek w płachcie. Takie zakupy to mniej więcej 100 zł do wydania na raz pod warunkiem, że znajdzie się dobre rodzime produkty (Bielenda, Ziaja) oraz konkretne miejsca, w których można dostać to całkiem tanio (SuperPharm i drogeria Pigment oraz Natura). Majątek to nie jest, a efekty widać już po tygodniu stosowania.

Od tej pory mam kilka swoich kosmetycznych faworytów:

1. Olejek myjący z Bielendy - teraz używam różanego, ale miałam także arganowy w różnych wydaniach - podstawowy, uszlachetniony z pro retinolem oraz z kwasem hialuronowym. Używam ich od kwietnia i już nie umiem sobie wyobrazić mycia twarzy czym innym. Super radzi sobie z makijażem (z wyjątkiem tuszu do rzęs), nie zostawia skóry ściągniętej i piekącej, super pachnie i się rozprowadza.

2. Tonik różany z Evree z atomizerem (uwielbiam atomizery i pompki) - mam już 6 buteleczkę, bo psikam się codziennie rano i wieczorem po 3 - 4 psiknięcia i na razie nie mogę znaleźć lepszego. Dodatkowo super jest to, że nie muszę używać wacika, by go nałożyć - nie traci się go po drodze, wszystko co dobre trafia na buzię. Co najlepsze, jak trafi się na fajna promkę w Superpharmie to można go dostać za 7 zł bez grosza, czyli o połowę taniej.

3. Peeling enzymatyczny SOPOT SPA z ZIAJI - mam drugą tubkę i zdecydowanie go polecam, bo kilkanaście minut po nałożeniu czuć pod palcami grudki złuszczonego starego naskórka, a buzia jest gładsza i jakby bielsza to skończeniu? To dobra rzecz, jeśli macie problemy z bliznami po krostach.

4. Kremy nawilżające z ZIAJI - jest ich spory wybór, ich ceny wahają się od ok. 8.00 zł w górę (ale szczerze mówiąc nie widziałam żadnego, który byłby droższy niż 25 zł) a są naprawdę rewelacyjne - super pachną, koją i odżywiają. Polska firma, dobra cena i super jakość - czego chcieć więcej?
Dodatkowo wydaje mi się, że każdy z nich posiada również swoje rozwinięcie tematyczne, bo kosmetyki produkowane są jako całe linie - krem nawilżający, krem pod oczy, peeling, balsam do ciała oraz żel pod prysznic. Moje ulubione to Kozie Mleko (przypomina mi trochę zapachem dzieciństwo, nie wiem dlaczego), SOPOT SPA z solanką sopocką (bardzo orzeźwiający zapach) oraz CUPUACO (czyta się 'kupuaso' i mając żel pod prysznic z tej linii miałam problem, żeby określić jego zapach, ale teraz zakupiłam krem do twarzy i wszystko stało się jasne - przecież to KARMEL! Cudownie nałożyć sobie na twarz coś, co chętnie by się zjadło, szczególnie rano.)

Ponadto, stosuję maski w płachcie. Człowiek wygląda jak Hannibal w swoim więziennym kagańcu, ale czego się nie robi dla piękności. Są naprawdę super, szczególnie jak skóra wciągnie całą esencję i zdejmuje się maskę już prawie suchą z twarzy... Mmm, super sprawa, polecam!

Tak Wam opisuję czego używam itp., a możecie nie wiedzieć generalnie jakie jest sedno sprawy ze skórą. Skóra mianowicie to największy organ naszego ciała i ma taką a nie inną budowę i obsługę - składa się z warstw - trzeba ją więc oczyszczać (złuszczać ze starego, zużytego naskórka i myć odpowiednimi środkami) oraz nawilżać. Im więcej nawilżenia jej dacie, tym bardziej będzie lśnić takim jakby wewnętrznym blaskiem - i tutaj nie łapię tanich haseł reklamowych, to najprawdziwsza prawda. Kojarzycie Koreanki? Mamy przeświadczenie, że ich młody wygląd spowodowany jest ich rysami twarzy (ok, ja tak sobie upraszczałam), a okazuje się, że Koreańczycy przywiązują bardzo dużą uwagę do pielęgnacji. Mają swoje łaźnie, gdzie systemy saun najpierw pozwalają, żeby organizm wyrzucił na zewnatrz wszystko co złe, a potem idą do takiego specjalnego pomiesczenia z nagą (wszyscy sa tam nadzy) starą Koreanką, która jeździ im po skórze szorstką rękawicą i  dosłownie obiera ich z martwego naskórka. To brzmi trochę fuj, ale sądzę, że musi być strasznie przyjemne jak już się to przetrwa. Stara skóra jest szorstka, pomarszczona, jakby wymagała prasowania i natłuszczenia, a dobrze oczyszczona i odżywiona - lśni. Ot, cała filozofia.

Tutaj puszek z Donegala do nakładania pudru oraz maszynka
Brauer FC 76 z trzema wymiennymi końcówkami do mikrodermoabrazji.
Następną rzeczą, którą zafundowałam sobie w kwestii pielęgnacji to szorstka myjka do ciała oraz maszynka do domowej mikrodermoabrazji. Myjka (na zdjęciu akurat jej nie ma) jak i maszynka jest w użyciu mniej więcej co 3-4 dni, natomiast nie jest to robione w tym samym czasie. Ważne jest, by jednak nie przesadzić z peelingowaniem, bo można sobie zaszkodzić, tym bardziej, że maszynka do dermoabrazji jest dosyć inwazyjnym urządzeniem. I tak - myjkę stosuję na całe ciało prócz twarzy a maszynkę tylko na wybrane partie - rozstępy, blizny po krostach oraz buzię. Mówiłam, że jestem freakiem jeśli chodzi o dłubanie i przykładowo golenie swetrów? No więc przeprowadzanie mikrodermoabrazji w domu to jest dla mnie kolejny fetysz. Po prostu lubię widzieć, jak coś znika z mojej skóry... A uczucie gładkości po zabiegu powala! Poza tym w taką złuszczoną skórę lepiej i szybciej wnikają substancje aktywne z kremów i toniku. Sama radość :)

Kanały Youtube o pielęgnacji i nie tylko, które śledzę:

 


Na Youtube jest wiele makijażowych kanałów, ale bardzo mało traktujących tylko i wyłącznie o pielęgnacji. Wyżej wklejam Wam trzy, które były mi pomocne ostatnimi czasy. Dziewczyny mają wiele fajnych filmików i polecam Wam pobuszować ich kanałach, tyle rzeczy do odkrycia!

Makijaż


Odkąd oglądam Red Lipstick Monster wreszcie wiem, jak nakładać makijaż. Wcześniej nie googlowałam sposobu, w jaki powinno się nakładać podkład, korektor czy cienie, robiłam to na czuja, jak wszystko zresztą w życiu. Teraz zaczynam doceniać zalety pędzli i gąbeczek do makijażu, jak i moich własnych paluszków. Zaczęłam też używać kilku rzeczy, które do tej pory uważałam za jakąś ściemę - krem BB (jasne, krem z pigmentem, i to ma mi odżywić skórę?), puder transparentny, najlepiej ryżowy i rozświetlacz. Oczywiście wszystko to kupione bardzo tanio i z super przełożeniem na jakość.

Moi makijażowi faworyci:
1. Puder ryżowy z Miyo - tanio i dobrze, tak mogłabym w dwóch słowach określić ten produkt. W sieci znalazłam cenę 16.99 zł bez przesyłki za słoiczek 12 g i trochę mnie to zdziwiło, bo ja stacjonarnie kupiłam go za niecałe 11 zł, ale to było w małej mieścinie, gdzie mamy drogerię, gdzie jest WSZYSTKO.

2. Rozświetlacz z WIBO - Diamond Illuminator - złoty odcień, bardzo ładnie się mieni i jest sprasowany, wiec łatwo go sobie dozować. Dla mnie rewelka. Cena ok 10 zł w Rossmanie.

3. Lovely - Brows Gel Creator czyli tusz do brwi ze szczoteczką - nigdy nie przykładałam specjalnej uwagi do brwi, bo moje naturalnie są gęste i ciemne, ale czasem na imprezę lubię sobie je jeszcze dodatkowo podkreślić i wypełnić. Fajne też jest to, że po utrwaleniu zostają na swoim miejscu i nie mam problemu, że mi się 'krzaczą'. Kto ma gęste, ciemne brwi zapewne kojarzy o co mi chodzi. Niestety nie mogę znaleźć nigdzie dokładnej ceny, ale wydaje mi się, że nie przekraczała 12 zł.

4. Mystik Eye Pencil w kolorze cielistym - zakupiony w drogerii Kontigo za niewielkie pieniądze (nie pamiętam, jakieś 15 zł?) to fajna alternatywa dla białej kredki na linię wodną powieki. Nigdy nie stosowałam czegoś podobnego, bo kojarzyło mi się to z latami nastoletnimi, gdzie dziewczyny malowały sobie na biało tą linię wodną oka i obrysowywały to czarną kredką... same rozumiecie, słabo to wyglądało. Ale przy fajnym smookie eye i pomalowanych rzęsach taka cielista kredka pozwala na optyczne powiększenie oka i bardzo mi się ten efekt podoba.

5. Podkład AA Lumi 101 Ivory - akurat w drogerii była na niego promocja i kupiłam go 'na próbę' za 15 zł. Tubki 30 ml używam już 2 miesiące i zostało mi jeszcze połowę, ale muszę zastrzec, że nie używam go codziennie. Ma dosyć dobre krycie i jasny odcień, więc nie chce przyzwyczajać otoczenia, że codziennie jestem tak piękna i bez moich naturalnych cieni pod oczami, więc używam go na wyjścia i specjalne okazje w pracy.


Tak, to w skrócie mój 2016 rok w pielęgnacji i makijażu.

Całkiem fajnie się jest mieć codzienne rytuały piękności i przykładać uwagę do tego, co się stosuje na skórę. Jedyną rzeczą do zapamiętania jest to by nie popadać w paranoję i nie rzucać się na każdą nowość w drogerii. Można łatwo się spłukać idąc za każdą blogerką i jej poleceniem, więc zalecam umiar i balans. Ja mam swoich faworytów i w 2017 zamierzam się ich trzymać i nie zmieniać wiele, by nie przeistoczyć się w damski konsumpcyjny kombajn.

Keep it simple, sister!

Bessos,
A.














niedziela, 2 października 2016

Jak zostać Zombie i być szczęśliwym

Następny miesiąc zapowiada się intensywnie. W sumie powinnam powiedzieć, że ostatnie pół roku było bardzo intensywne, a gdybym jeszcze włączała w ten czas szkołę, to właściwie ostatni rok był intensywny.
Nie chciałam robić podsumowania przed Musicalem, ale zrobię, muszę to wyrzucić z siebie.
Musical. Spełnienie moich marzeń. Świetna inicjatywa charytatywna. Doświadczenie, jakiego nie mogłabym zdobyć nigdzie indziej...

To niespodziewana, ile można zyskać i ile odpuścić przez taki projekt. Od marca przygotowujemy się do występów, spotykamy by uczyć się piosenek i grać sceny. Jest nas sporo w tym roku i czasem ciężko to wszystko ogarnąć. Próby zajmowały mi i zajmują większość mojego wolnego czasu. Pochłaniają mega wiele energii i czasami czuję się totalnie z niej wyssana. Taki długotrwały wysiłek niesie ze sobą również wiele emocjonalnego 'zużycia'. Zmęczenie, poznawanie wielu ludzi, zmaganie się ze swoimi ambicjami i niewielkimi jeszcze umiejętnościami kosztowało mnie sporo. Dało mi też nieporównywalnie wiele. Nie wiem, co bym wybrała wiedząc, że to wszystko potoczy się w ten sposób. Jestem na granicy. Myślę, że w pewnym momencie dojdzie do mnie, jak relacje z ludźmi mi się posypały i to chyba z mojej winy. Ale w tym przypadku to raczej kwestia odcieni szarości niż czarno-białej prawdy na ten temat. 

Długotrwałe zmęczenie... Czasem nie umiem złapać równowagi. Drażnią mnie ludzie i ich problemy. Uciekam od wszystkiego co wiąże się z emocjonalnym zaangażowaniem. Wydaje mi się, że to kwestia kombinacji mojego charakteru i niezbyt zwyczajnych okoliczności, w jakich przystało mi żyć ostatnio. Próbujesz dać z siebie wszystko, by publiczność była zadowolona, by uniknąć też poczucia wielkiej żenady z wpadki na scenie. By show było warte ich czasu. By zebrać pieniądze na dany cel. Poświęcamy wiele godzin, by być w danym miejscu i czasie, dokładamy starań by nauczyć się wszystkiego jak trzeba i stworzyć coś fajnego. Zmęczenie nie raz sięga zenitu i miewam ochotę zwymiotować, kiedy kładę się do łóżka po powrocie o 22.00 z próby. Czasu starcza tylko na wzięcie prysznica, bo trzeba wstać do pracy o 6.30, więc idę od razu spać. 
Czasami miewam długie rozmowy ze znajomymi odnośnie wsparcia bliskich i pewnego niezrozumienia, z jakim ludzie aspirujący do bycia artystami profesjonalnymi spotykają się na co dzień. I nie chodzi tutaj tylko o Musical, bo ten projekt ma swój konkretny cel. Tutaj mama ci powie, że się drzesz i 'chyba nie będziesz tak tego śpiewać?' albo znajomy ma do Ciebie pretensje, ze się niedostatecznie poświęcasz dla niego, kiedy właśnie się spotykacie na niedzielny obiad... a ty albo chcesz się rozryczeć albo pierdolnąć jakimś talerzem w knajpie. To są właśnie koszty naszych aspiracji, chęci pomocy i angażującego hobby. Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że jej znajomi dopiero kilka miesięcy po poprzedniej edycji stwierdzili, że 'w końcu można z Tobą fajnie spędzić czas' - i to był znak, że odpoczęła fizycznie i psychicznie od tematu i nie jest już pod wpływem długotrwałego stresu i zmęczenia. Bo to właśnie ten stres i wyplucie emocjonalne tak na nas działa. Stajesz się nudna i monotematyczna a jedyne rozmowy, które są interesujące to te o pracy i musicalu. Kto z naszych znajomych mógłby to znieść w dłuższej perspektywie?
Mój mózg ostatnio nie wyrabia i nie ogarniam większości rzeczy, dlatego zamykam się w skorupce i czekam, aż to wszystko minie. Czekam na kulminację, która już za niewiele ponad 2 tygodnie! Podniecenie i obawy sięgają zenitu... Musicie trzymać za mnie kciuki, jeśli jesteście mi życzliwi - przydadzą mi się bardzo.

Zostawiam Was z tym spaghetti przemyśleń - ścieżki w mojej głowie bardzo dziś poplątane.


A.

sobota, 28 maja 2016

niedziela, 15 maja 2016

Co słychać?

Jest sobotni poranek, Kraków tonie w deszczu. Spałam dziś niespokojnie, chyba denerwuje się środową delegacją z pracy. W środę wyjazd, pobyt do soboty, w poprzedzający poniedziałek zajęcia indywidualne, wtorek próba do 'Ery Wodnika', którą gramy w czerwcu. Niestety przez wyjazd ominie mnie próba do musicalu charytatywnego w pracy.

Piękna łąka pod Górami Świętokrzyskimi. 


Leśnicza budka obserwatorska, do której zawsze chciałam wejść.
W środku pająki i widok na okolicę z góry.

Przez ostatnie miesiące

niedziela, 31 stycznia 2016

Kombinatorkowa lista postanowień noworocznych


Hej ho!

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego dopiero teraz publikuję moją listę postanowień noworocznych na 2016 rok. 

Zrobiłam sobie ją już na początku miesiąca, ale pomyślałam, że jeśli uda mi się w styczniu zrealizować cokolwiek co się na niej znajduje, to założenia te są trafne i jestem do nich przekonana. 

Tak więc zapraszam Was do czytania!







1. Będę kupować więcej polskich marek.

Jestem z rodziny, której głowa jest wielkim patriotą jeśli chodzi o wspieranie polskiej przedsiębiorczości i kupowanie rodzimych produktów. W mniejszym mieście pewnie byłoby to łatwiejsze, bo liczba Super Samów Pani Krysi nadal jest stosunkowo wysoka względem większych zagranicznych sieci i jest jakiś wybór. Ale może mam tylko wymówkę i po prostu powinnam przejść dodatkowe kilka minut za Biedrę i kupić warzywa na Placu. W każdym razie kupowanie u Pani Krysi to nie wszystko - dobrze byłoby tez postawić na rodzinne marki i w tym celu będę używać super fajnej aplikacji Pola, która po zeskanowaniu kodu kreskowego podaje nam informacje m. in. gdzie produkowany jest produkt i czy kapitał firmy jest polski czy zagraniczny.

niedziela, 3 stycznia 2016

Mówię NIE kredytowi - dlaczego?

Ostatnio odwiedzałam swoją ponad 80 letnią babcię i tak się zdarzyło, że był tam też mój wuj. Rozmowa odbywała się standardowo - gdzie pracujesz, gdzie mieszkasz, ile płacisz za wynajem. Mieszkam w Krakowie, więc nie trudno domyślić się, że wynajem jednoosobowego pokoju to dość spory koszt. Wuj strasznie się zdziwił, kiedy wymieniłam kwotę: "A nie lepiej już wziąć kredyt i płacić na swoje niż komuś?"

Posiadanie własnego mieszkania i branie kredytu to bardzo często poruszany temat w gronie moich znajomych. Większość z nich to osoby nie z Krakowa, które przyjechały do tego miasta na studia i zostały by znaleźć dobrą pracę. Taki 'Polish Dream' - uciec ze wsi/małego miasta, skończyć dobre studia, znaleźć dobrze płatną pracę, wyjść za mąż/ożenić się i wziąć kredyt na mieszkanie. Czyż to nie brzmi pięknie? Nie chcę mówić, jak strasznie to dla mnie brzmi i jakim przerażeniem napawa mnie myśl, że moi rówieśnicy czasem nie widzą innej opcji na życie niż ten scenariusz. Ba, czasem traktują go jako spełnienie marzeń, za co z resztą nie mogę nikogo ganić, bo w żaden sposób nie jestem w sytuacji 'młodej pary bez swojego kąta i z chęcią stabilizacji'.

Sytuacja mieszkaniowa w Polsce jest okropna - mało mieszkań, ceny horrendalne, brak przestrzeni, upychanie się po klitkach...ale czy to ma zmusić mnie do zaciągnięcia zobowiązania finansowego na resztę życia i wegetowania w mieście, w którym nie mam nawet dostępu do świeżego powietrza? Dlaczego ludzie tak często nie ogarniają mojej niechęci do tak wielkich zobowiązań finansowych?

Mogłabym mieszkać bliżej Jeziora Czorsztyńskiego!
Nie zrozumcie mnie źle - mam na uwadze beznadziejną sytuację mieszkaniową w Polsce (powstała na ten temat bardzo fajna książka - 13 pięter - warto poczytać) i to, że wiele osób naprawdę nie postrzega kredytu jako czegoś złego. Dla wielu osób jest to jedyna możliwość na spełnienie swojego marzenia o własnym kącie. Szczerze mówiąc to podziwiam takich ludzi za odwagę - bo przecież nie wiadomo, co zdarzy się za 10 lat, czy nadal będę zdrowy, czy sytuacja finansowa w Polsce nie ulegnie gwałtownemu załamaniu i polecę razem z nią. Chcę po prostu przedstawić tutaj moje stanowisko - stanowisko osoby, która nie chce nigdy brać kredytu na mieszkanie. Narażę się pewnie tym na krytykę, więc podkreślam - to tylko i wyłącznie mój pogląd na tą sprawę.

Dlaczego jestem przeciwko kredytowi hipotecznemu?

Jestem w stanie zaplanować swoją przyszłość na najbliższe 5 lat, a nie czterdzieści.
Tak, to główny powód mojej niechęci do brania kredytów - niemożność zapanowania nad tak długim horyzontem czasowym. Nie jestem w stanie przewidzieć co zdarzy się za 10 lat, czy nadal będę cieszyć się dobrym zdrowiem, czy będę mogła pracować. To straszne, jakby sobie o tym pomyśleć, ale zawsze mogę zapaść na jakąś ciężką chorobę, która wgoni mnie do łóżka i obarczy kłopotem zajmowania się mną moją rodzinę. Mając kredyt, spoczywałby na niej nie tylko problem niedołężnej córki/siostry/żony, ale również comiesięczna rata dla banku. Jak dla mnie - sytuacja nie do pomyślenia.